Sojusz biznesu i malarzy
| Data: | 12.09.2011 |
| Medium: | Kurier Szczeciński |
| Pobierz: |
1011,89 kB
|
- Siedemnastu artystów biorących udział w plenerze namalowało 143 obrazy - mówiła Monika Krupowicz z Open Gallery podczas wernisażu wystawy kończącej plener. Miał on hasło: "Szczecin między nami", trwał dwa tygodnie, a zorganizowany został przez Open Gallery i Przedsiębiorstwo Budowlane Calbud.
Wernisaż był częścią jubileuszu 20-lecia Calbudu. Gości było więc dużo, wśród nich artyści (nie tylko uczestnicy pleneru), biznesmeni, politycy, pracownicy firmy. Śpiewała Wanda Warska, potem Magdalena Wilento, grała Szczecińska Orkiestra Jazzowa. Były okolicznościowe wystąpienia, niektóre w formie rozmów, prowadzonych przez dziennikarzy. Bohaterem jednej z nich był Radosław Kowalczyk, żeglarz, który za kilka dni na jachcie "Calbud" wypłynie w regatach samotników z Francji do Brazylii. Firma "Calbud" współfinansuje rejs razem z Urzędem Miasta i innymi firmami.
Plener trwał dwa tygodnie. Artyści poznawali Szczecin i malowali. Przyjechali z różnych miast Polski, dwoje z Austrii i Rosji, pięcioro ze Szczecina. Niektórzy z gości mieli już w Szczecinie swoje wystawy, jak Halina Nowicka z Łodzi, Iwo Birkenmajer z Krakowa, Tomasz Lubaszka z Częstochowy.
Obrazy można było oglądać w znanej dobrze Galerii "Kapitańskiej", w holu Calbudu, w pomieszczeniu na dziedzińcu. Większość z nich to widoki Szczecina, głównie nadodrzańskie, ale trafił się też szczeciński "Sołdek" na tle nabrzeża w Gdańsku, gdzie cumuje od lat. Jedni namalowali pejzaże współczesne bądź dość współczesne, ale była też Odra, a na niej łodzie towarowe pod żaglami, holowniki z dymiącymi kominami albo też Sydonia w kilku ujęciach.
Bardzo ciekawe obrazy malowane na rewersach płyt pilśniowych, mających dzięki temu nietypową fakturę, inspirowane bodaj fakturami Lebensteina, zaprezentował Tomasz Lubaszka. Nie pokazał typowych pejzaży, lecz kompozycje, które ujmują pejzaż w tajemnicze, powielające się figury, bliskie jakiejś rzeczywistości sakralnej. Na jego obrazach są też święte kamienie - menhiry, a jeden z obrazów (wyjątkowej urody!) to sugestywny portret zatytułowany "Ikona w różach".
Ciekawy cykl widoków podwórek szczecińskiego śródmieścia prezentuje Jarosław Eysymont. Drobiazgowo, zgoła fotograficznie, oddał na nich detale, tworząc jednak klimat nieomal metafizyczny. Szkoda, że obrazy Eysymonta rozrzucono na wystawie w kilku miejscach. Powinny być razem.
Miasto jako zatłoczony pejzaż sterylnych figur jest na obrazach Anny Wojsznis. Ciekawe pejzaże zielonego Międzyodrza, zupełnie inne, bo malowane swobodnymi, prawie monochromatycznymi plamami, pokazuje Maciej Woltman.
Są na wystawie dość stereotypowe pogłosy impresjonizmu, ale mogą zaciekawiać ekspresjonistyczne kompozycje Lidii Moliński czy też oniryczność obrazów Haliny Nowickiej. W stronę alegorii zmierza Wojciech Zieliński, kilkanaście miniatur pokazuje Przemysław Cerebież-Tarabicki.
Na wystawie są więc obrazy chyba aż nazbyt różne. Dość sugestywne są przy tym malarskie opowieści Adama Marczukiewicza, który dowcipnie dostrzega w Szczecinie swoją małomiasteczkowość.
autor: Bogdan Twardochleb
źródło: Kurier Szczeciński


