Jako jedyny Polak wyrusza w morderczy rejs...
| Data: | 10.09.2011 |
| Medium: | Głos Szczeciński |
| Pobierz: |
1011,76 kB
|
W piątek odbył się chrzest jachtu, którym Radosław Kowalczyk popłynie w oceanicznych regatach samotniczych Mini Transat. W sobotę żeglarz wyjeżdża z kraju.
- Do tej wyprawy przygotowywałem się niemalże od sześciu lat - mówi Radek Kowalczyk, który jako jedyny Polak wystartuje w regatach Mini Transat. - Kondycyjnie na pewno dam radę.
Rejs rozpocznie się 25 września. Wówczas Radek wypłynie z Francji do Brazylii. Do pokonania będzie miał 4200 mil morskich. Tę trasę pokona na łodzi o nazwie Calbud, którą w piątek ochrzczono przy ul. Kapitańskiej 2. W uroczystości uczestniczyło mnóstwo gości, w tym prezydent miasta Piotr Krzystek, ks. Aleksander Ziejewski, a także przyjaciele i rodzina Radka.
- Dopiero dziś tak na prawdę zdałem sobie sprawę z tego, że on tam płynie - mówiła ze wzruszeniem żona Radka, Joanna Kowalczyk. - Bardzo się o niego boję. W końcu czeka go walka z żywiołem. To silny i wytrzymały mężczyzna, ale przecież tam na wodzie będzie sam, bez telefonu, bez możliwości szybkiego dopłynięcia do portu, jeśli zdarzyłby się jakiś wypadek.
Radek boi się jedynie o swoją łódź.
- Mam za sobą mnóstwo szkoleń, treningów fizycznych i wytrzymałościowych, jestem więc odpowiednio przygotowany - mówi. - Obawiam się jedynie usterki jachtu, która może wystąpić na tak długiej trasie, ponieważ w wodzie pływają różne zagrożenia takie jak belki, kołki, czy beczki. Istnieje więc ryzyko zderzenia się z jakąś przeszkodą. Łódź mogą też zniszczyć silne wiatry i sztormy.
Żeglarz wyjeżdża z kraju do Francji, żeby przygotować się do startu. W piątek dostał talizman na szczęście - siedemnastowieczną monetę, która ma go chronić i dać siłę na morzu.
- Na pewno wezmę ją ze sobą - mówi Radek. - Talizmanem, który będę miał przy sobie będą też myśli wszystkich osób, które zamierzają mnie wspierać na lądzie i trzymać za mnie kciuki.
autor: (TA)
źródło: Głos Szczeciński


